Był taki czas w mojej laktacji, kiedy nagminnie sugerowano mi, że mojego mleka jest za mało. Na początku burzyłam się i wykłócałam, ale z czasem sama też w to uwierzyłam.
Młodej matce, zwłaszcza debiutantce, łatwo jest zburzyć cały świat i odebrać wiarę w siebie. A po wszystkich za-mało-mlecznych przygodach doceniłam wartość wiary w swoje możliwości i zaufania.
Jesteśmy nauczeni, że wszystko da się ocenić i zmierzyć, każdego tą samą miarką, a i każdy powinien mieścić się w określonych ramach i trzymać się standardów. Biologia nie podporządkowuje się matematyce współczesnego świata - zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. Dzieci nie rozumieją rytmu dobowego, harmonogramu karmień, stoperów ani miarek.
Kiedyś narzucono kobietom schemat karmienia piersią, który walczył z rzeczywistością, ale jakimś cudem się przyjął. Skutki widać nadal. Dzisiaj nie układamy już schematów, ale istnieją wytyczne, do których niektóre mamy podchodzą aż zbyt serio. Sugestia karmienia co 3 h, czy przez 15 minut na pierś to nie nakaz i nie trzeba się jej bezwzględnie trzymać. Choć na początku dziecko powinno karmić się rzeczywiście nie rzadziej niż co 3 godziny, to większość maluchów domaga się karmień częściej. Ograniczanie częstotliwości i czasu karmień często prowadzi do zmniejszenia produkcji pokarmu.
Produkcję mogą ograniczyć:
- podawanie smoczków
- dokarmianie i dopajanie
- wspomniane powyżej ograniczanie karmień
- zła technika karmienia
- stosowanie niektórych leków, ziół, środków antykoncepcyjnych (np. antyhistaminowe, pseudoefedryna, leki na odchudzanie, antykoncepcja hormonalna, szałwia, mięta)
- problemy zdrowotne (anemia, problemy hormonalne)
Należy pamiętać o tym, że dobrze ssące niemowlę karmione zgodnie ze swoimi potrzebami (w pierwszym półroczy życia na żądanie) jest w stanie ustalić produkcję takiej ilości pokarmu, jaka jest mu potrzebna. Mamom często wydaje się, że mają za mało pokarmu, jednak to tylko wrażenie pozorne. W pierwszych dniach po porodzie piersi wydzielają niewielkie ilości siary, a ssanie dziecka przesyła informację o zapotrzebowaniu malucha. Po kilku dniach (zazwyczaj 3-5) pojawia się "nawał pokarmu" - jest go wtedy więcej i zmienia się jego barwa i skład. U niektórych mam przejawia się to delikatnym uczuciem pełniejszych piersi, u innych piersi będą wręcz przepełnione. W pierwszych tygodniach laktacji piersi będą odczuwalnie "bardziej pełne" - cięższe, czasem lekko napięte - przed karmieniem, a "bardziej puste"- czyli miękkie - po karmieniu, jednak laktacja stabilizuje się po ok. 4 - 6 tygodniach i piersi, dostosowawszy się do nowego stanu, nie napełniają się już tak wyraźnie jak przedtem. Stabilizacja laktacji jest normalna i nie musisz obawiać się, że ilość mleka się zmniejszyła.
Czasem dziecko domaga się piersi częściej niż zwykle i spędza przy niej więcej czasu. W okolicach 3. i 6. tygodnia oraz 6. i 9. miesiąca pojawiają się skoki rozwojowe, kiedy zapotrzebowanie energetyczne dziecka zwiększa się i maluch długo przebywa przy piersi, by pobudzić produkcję pokarmu. Takie zachowanie świadczy o kryzysie laktacyjnym i jest tymczasowe, nie wymaga interwencji. Czasem dziecko częściej chce być przy piersi w porze popołudniowej lub wieczornej, a przy karmieniu bywa marudne i szybko się denerwuje. Nie musisz od razu zamartwiać się, że maluch ma kolki, albo Ty nie masz mleka. Nic z tych rzeczy, to zwykłe marudzenie (czasami nazywane "popołudniowym porykiwaniem niemowląt") spowodowane tym, że w godzinach popołudniowo-wieczornych pokarmu jest trochę mniej niż rano i w nocy. Takie ciągłe przebywanie przy piersi nazywane jest "epizodami karmienia ciągłego" i też mija z czasem.
Rzeczywisty niedobór pokarmu
Zdarzają się sytuacje, kiedy pokarmu jest za mało. Co prawda 95 - 99% kobiet ma fizjologiczną podstawę do tego, by wyprodukować wystarczająco dużo pokarmu, by wykarmić swoje dzieci, jednak (jak pisałam powyżej) istnieją czynniki ograniczające produkcję pokarmu. Najczęściej pokarmu jest za mało w wyniku braku stymulacji piersi - dziecko jest za płytko przystawione i ssie samą brodawkę, a nie otoczkę, tym samym NIE pobudza piersi do wytwarzania pokarmu i poziom laktacji stopniowo się obniża. Niedobór pokarmu możemy podejrzewać wtedy, gdy dziecko słabo przybiera na wadze, nie moczy pieluch i nie robi kupek. Zazwyczaj w takiej sytuacji wystarczy skorygować błędy w technice karmienia i często przystawiać dziecko do piersi (8 - 12 razy dziennie), karmić z obu piersi przy każdym karmieniu, pomaga też częstsze karmienie w nocy. Można wspomóc się ziółkami na laktację albo preparatem na bazie słodu jęczmiennego. Przy prawidłowej stymulacji piersi, produkcja pokarmu powinna zacząć się rozkręcać w ciągu kilku dni, a jeśli nie widzisz żadnych zmian, możesz dodatkowo zaraz po karmieniu stymulować piersi odciąganiem ręcznym lub laktatorem. Nie musisz odciągnąć pokarmu, nie martw się jeśli zbierzesz kilka kropel lub kilka ml, stymulacja służy zwiększeniu produkcji, a nie zebraniu pokarmu "na zapas". Najlepsze efekty przynosi odciąganie pełne czyli takie, które pozyskuje tyle pokarmu,ile się da. Trwa pół godziny, odciąga się pokarm naprzemiennie z obu piersi w systemie 7-7-5-5-3-3 (7 minut na jedną pierś, 7 na drugą itd.), jeśli chcemy pobudzić produkcję pokarmu, to najlepiej powtarzać zabieg 6 - 8 razy dziennie. Kiedy nie masz siły na długie odciąganie, postaraj się stymulować każdą z piersi chociaż przez 5 minut. Jeśli po karmieniu odciągasz z piersi dużo mleka, to znaczy, że odciąganie tak naprawdę nie jest Ci potrzebne. Zamiast zbierać pokarm laktatorem, zastosuj delikatny masaż (głaszcz pierś otwartą dłonią w kierunku od klatki piersiowej do granicy otoczki) albo kompresję (delikatny ucisk piersi u jej podstawy - blisko klatki piersiowej; kciuk znajduje się u góry piersi, pozostałe palce na dole, rytmicznie, ale bardzo ostrożnie uciskaj pierś, kiedy dziecko ją "skubie", ale widocznie nie pobiera pokarmu - nie słychać przełykania ani przerw w rytmie ssania), to pomoże dziecku wypić mleko, które jeszcze jest w piersiach.
Kryzys laktacyjny - i co teraz?
Twoje dziecko rośnie i rozwija się w zawrotnym tempie. Dziś siedzi, jutro raczkuje, czasami ciężko nadążyć za tymi zmianami. Moment, w którym dziecko nabywa nowe umiejętności często jest dla niego bardzo emocjonujący - co daje się też we znaki rodzicom. Taki moment to tzw. "skok rozwojowy". Dzieci w tym okresie intensywniej odczuwają bodźce i silniej na nie reagują,przez co gorzej śpią i jedzą, są marudne i "przylepne" - wyjątkowo potrzebują bliskości rodziców. W pierwszym roku życia dziecka takich skoków jest 7, niosą ze sobą różne umiejętności, a dziecko może też różnie je przeżywać. Dla karmienia piersią najtrudniejsze są skoki przypadające zazwyczaj na 3 i 6 tygodni oraz 6 i 9 miesięcy po porodzie. W tym czasie dziecko może częściej niż zwykle domagać się piersi i dłużej przy niej przebywać, co daje mamie wrażenie, że dziecko wisi przy piersi całą dobę. W nocy maluch będzie częściej budził się na karmienia, a wieczorami (kiedy pokarmu jest trochę mniej niż w nocy i rano) może być bardziej marudny. Jeśli dziecko "okupuje" pierś, choć normalnie nie ma tego w zwyczaju, to znak, że mógł Cię spotkać kryzys laktacyjny.
Kryzys laktacyjny - brzmi strasznie, ale nie wróży nic złego. Nie wymaga żadnych interwencji ani leczenia i zwykle mija po 2 - 7 dniach. Kiedy dziecko zdobywa nowe umiejętności, potrzebuje więcej energii, a co za tym idzie - więcej pokarmu. Produkcja pokarmu działa na zasadzie popytu i podaży, więc dziecko je częściej i więcej, by "dorobić" to, czego mu brakuje. Mleko mamy, jak każdy "towar" robiony na zamówienie, potrzebuje czasu, by dotrzeć do zamawiającego - czyli dziecka. Po kilku dniach mleka pojawi się więcej, bo produkcja dostosuje się do nowych potrzeb niemowlęcia. Kryzys zażegnany.
Co robić, kiedy pojawia się kryzys laktacyjny?
- karmić dziecko często - zgodnie z jego potrzebami
- oferować obie piersi na karmienie
- pić dużo wody (można też wspomagać się ziółkami na laktację, ale nie więcej niż 3 szklankami dziennie)
- wziąć karmieniowe wakacje - położyć się z dzieckiem, karmić się do woli i ucinać sobie wspólne drzemki
Czego nie robić, kiedy pojawia się kryzys laktacyjny?
- nie ograniczać częstotliwości ani długości karmień
- nie odciągać pokarmu po karmieniach (nie ma takiej potrzeby, dziecko samo najlepiej rozbudza laktację poprzez ssanie piersi)
- nie wpadać w panikę - to tymczasowe i szybko minie, a stres dodatkowo utrudni wypływ pokarmu i pogłębi uczucie frustracji u Ciebie i dziecka.
Nie taki kryzys straszny, jak go malują - nie jest zagrożeniem dla Twojej laktacji i nie wróży końca karmienia piersią. Pamiętaj, że to tylko chwilowe i wsłuchuj się w sygnały dziecka. Kiedy odpowiednio się "zsynchronizujecie", oboje będziecie wiedzieli, co robić, żeby wyjść z tej sytuacji. Kryzys ustąpi po paru dniach i karmienie wróci do normy.
Kryzys laktacyjny - brzmi strasznie, ale nie wróży nic złego. Nie wymaga żadnych interwencji ani leczenia i zwykle mija po 2 - 7 dniach. Kiedy dziecko zdobywa nowe umiejętności, potrzebuje więcej energii, a co za tym idzie - więcej pokarmu. Produkcja pokarmu działa na zasadzie popytu i podaży, więc dziecko je częściej i więcej, by "dorobić" to, czego mu brakuje. Mleko mamy, jak każdy "towar" robiony na zamówienie, potrzebuje czasu, by dotrzeć do zamawiającego - czyli dziecka. Po kilku dniach mleka pojawi się więcej, bo produkcja dostosuje się do nowych potrzeb niemowlęcia. Kryzys zażegnany.
Co robić, kiedy pojawia się kryzys laktacyjny?
- karmić dziecko często - zgodnie z jego potrzebami
- oferować obie piersi na karmienie
- pić dużo wody (można też wspomagać się ziółkami na laktację, ale nie więcej niż 3 szklankami dziennie)
- wziąć karmieniowe wakacje - położyć się z dzieckiem, karmić się do woli i ucinać sobie wspólne drzemki
Czego nie robić, kiedy pojawia się kryzys laktacyjny?
- nie ograniczać częstotliwości ani długości karmień
- nie odciągać pokarmu po karmieniach (nie ma takiej potrzeby, dziecko samo najlepiej rozbudza laktację poprzez ssanie piersi)
- nie wpadać w panikę - to tymczasowe i szybko minie, a stres dodatkowo utrudni wypływ pokarmu i pogłębi uczucie frustracji u Ciebie i dziecka.
Nie taki kryzys straszny, jak go malują - nie jest zagrożeniem dla Twojej laktacji i nie wróży końca karmienia piersią. Pamiętaj, że to tylko chwilowe i wsłuchuj się w sygnały dziecka. Kiedy odpowiednio się "zsynchronizujecie", oboje będziecie wiedzieli, co robić, żeby wyjść z tej sytuacji. Kryzys ustąpi po paru dniach i karmienie wróci do normy.
Najpierw mnie przytul - marcowe spotkanie grupy wsparcia laktacyjnego
piątek, 6 marca 2015
W marcu spotykamy się już po raz szósty. Za nami spotkania z logopedą i brafitterką, a grupa robi się coraz liczniejsza :) Tym razem gościem specjalnym będzie Anna Hildebrandt-Pomajda - psycholog i doula.
Spotkanie jest dedykowane kobietom w ciąży i świeżo upieczonym mamom. Opowiemy Wam o tym jak zapewnić sobie optymalne warunki do udanego budowania bliskich relacji i jak uniknąć problemów w karmieniu piersią, zdradzimy czym jest nasz projekt Zielone Porodówki, a także odpowiemy na wszelkie pytania związane z laktacją.
"Najpierw mnie przytul... - wpływ pierwszego kontaktu matki z dzieckiem na karmienie piersią i tworzenie się więzi” – z punktu widzenia psychologa dziecięcego i douli. Na spotkaniu porozmawiamy o znaczeniu kontaktu „skóra dla skóry”, o tym, jak jest to realizowane w trójmiejskich szpitalach; kiedy najlepiej przystawić po raz pierwszy dziecko do piersi; o sytuacjach, w których kontakt może być utrudniony lub w ogóle niemożliwy i co wtedy można zrobić. 23 marca rozpoczynają się obchody Międzynarodowego Tygodnia Douli.
Gość specjalny: Anna Hildebrandt-Pomajda – psycholog dziecięcy, Certyfikowana Doula ze Stowarzyszenie DOULA w Polsce, założycielka Rodzice bez obaw - Centrum dla Kobiet w Ciąży. Na co dzień przygotowuje pary do narodzin dziecka i rodzicielstwa oraz jako doula wspiera kobiety i ich partnerów w czasie ciąży, podczas porodu i w pierwszych tygodniach po narodzinach dziecka. Prywatnie mama dwóch dorosłych córek.
Zapraszamy już za tydzień (13.03) o 17:30 do kawiarni Ciuciubabka w Gdyni!
Alicja Janosz o karmieniu piersią
wtorek, 10 lutego 2015
"To, że będę karmić moje dziecko piersią było dla mnie oczywistym faktem jeszcze nim zaszłam w ciążę. Wyobrażałam sobie, że to będzie nie tylko wspaniałe doświadczanie fizycznej bliskości z moim maleństwem, ale również wejście w jakiś magiczny krąg stuprocentowej kobiecości, jakiej doświadczają tylko te kobiety, które zostają matkami. Gdy zaszłam w ciążę, zaczęłam poznawać historie na temat karmienia piersią, stanowczo odbiegające od mojego wyobrażenia. Tylko dwie z bliskich mi kobiet opowiadały z błyskiem w oku o karmieniu piersią jako o czymś wspaniałym i wyjątkowym, do czego bardzo tęsknią. Szybko okazało się, że reszta kobiet rezygnowała z karmienia. Dlaczego? Część z nich odczuwała ból, spowodowany nieprawidłowym przystawianiem dziecka do piersi. Część zmagała się z poranionymi sutkami (co było często efektem zupełnie niepotrzebnych i zapewne zbyt intensywnych prób odciągania siary laktatorem). Inne straciły pokarm, ponieważ ich dzieci od samego początku były dokarmiane mlekiem modyfikowanym. Wiele z nich jednak twierdziło, że nie miały wystarczającej ilości pokarmu, albo że ich dzieci nie potrafiły ssać piersi. Gdyby to faktycznie miało być takim wyczynem, przypuszczam, że ludzkość dawno by już wyginęła. Żadna z tych informacji nie spowodowała we mnie zmiany nastawienia do karmienia, ale historie te bez wątpienia spowodowały, że karmienie piersią, mimo mojego racjonalnego nastawienia, przestało mi się jawić jako coś oczywistego, naturalnego i intuicyjnie łatwego, a zaczęło urastać do rangi wyczynu czy problemu, z którym przyjdzie mi się zmierzyć. Gdy urodził
się mój syn, już po kilkunastu minutach był przy mojej piersi. Wiedziałam, że
przez pierwsze dwie doby maleństwo straci na wadze, a odrobina siary, jaką
otrzyma, w zupełności mu wystarczy i będzie dla niego najlepszą, naturalną
szczepionką. Jednak gdy już drugiego dnia synek dostał w szpitalu sztuczne
mleko, a trzeciego dnia pani położna oznajmiła mi, że dziecko zbyt mocno traci
na wadze, gdy nie dokarmiam go mlekiem modyfikowanym (bo zdenerwowałam się, gdy
się dowiedziałam, że małego dokarmiano sztucznym mlekiem) byłam przerażona. Nie
chciałam zrobić mojemu Okruszkowi krzywdy, a przecież nie widziałam, czy ssąc
pierś, cokolwiek wypija i czy to mu wystarcza... W nocy, w trzecią dobę po
urodzeniu Tymka, miałam kryzys. Fizycznie i psychicznie byłam wykończona. Ale
zaparłam się, że "uruchomię" swoją laktację i co 3h próbowałam
odciągać pokarm laktatorem. Tym mozolnie odciąganym mlekiem karmiłam syna przed
podaniem mu mieszanki. Gdy zwracał całe moje mleczko, chciało mi się płakać.
Teraz wiem, że najlepsze w celu pobudzenia laktacji jest przystawianie do
piersi dziecka, a nie laktatora, jak dobry by nie był. Gdy czwartego dnia po
urodzeniu synka wróciliśmy do domu, wstawiłam wzięte ze szpitala buteleczki
mleka modyfikowanego do lodówki, a sama zaczęłam przystawiać Małego do piersi
co 2-3h. Bardzo pomógł mi w tym mąż, który wstawał w nocy za każdym razem gdy
trzeba było, kiedy ja jeszcze byłam w kiepskiej formie po operacji. Następnego
ranka miałam nawał pokarmu, a z moich piersi mleko zaczęło lać się
strumieniami. W zaledwie jeden weekend Tymuś przybrał na wadze tyle, ile wynosi
minimum tygodniowe dla noworodka.
Trwało to kilka
tygodni zanim wszystko się unormowało. Nadmiar mleka zaczęłam 'wyciskać'
ręcznie, (jak poleciły mi rewelacyjne mamy z zaprzyjaźnionej grupy na
Facebooku) i mrozić.
Na początku
przystawianie małego do piersi nie było dla mnie łatwizną, bo nie wiedziałam
jak się wygodnie ułożyć i jak trzymać Tymeczka. Karmienie trwało też znacznie
dłużej niż teraz, gdy Maluch ma już prawie 4 miesiące i wystarczy kilka minut,
żeby się najadł.Mamy w sypialni wygodne krzesło z poduszką pod moje plecy i z
drugą poduchą, na której opieram swoją rękę i Maluszka. Ta poducha, oparta o
odpowiedni podłokietnik, przydaje mi się również jako oznaczenie, z której
piersi mam karmić dziecko po kolejnym przebudzeniu, bo monotonia karmienia i
zmęczenie powodują, że nieraz można się już w tym pogubić.Dzisiaj jestem
przeszczęśliwa, że mój syn jest na piersi. Jest pulchniutkim i zdrowym bobasem,
który po porannym karmieniu, uśmiecha się do mnie najpiękniejszym uśmiechem
świata, trzymając jeszcze sutek między wargami. Ten widok wynagradza wszystko...
A pomijając aspekt zdrowotny płynący z karmienia piersią i dla synka i dla
mnie, to karmienie jest wielką wygodą i przyjemnością. Mam nadzieję karmić
Tymka jak najdłużej.
Z całego
serca trzymam kciuki za Ciebie, droga mamo-debiutantko. Zaufaj intuicji i bądź
spokojna. Wszystko będzie dobrze, a morze miłości i mleka z pewnością wnet
popłynie... :)"
- Alicja Janosz
- Alicja Janosz
Nastoletnia mama przesyła mleko córeczce oddanej do adopcji
niedziela, 8 lutego 2015
Kaleena Pysher, 19 latka z Anchorage na Alasce, w listopadzie ubiegłego roku urodziła córeczkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo mnóstwo nastolatek ma dzieci, a 19 lat to nie aż tak mało, ale Kaleena zdecydowała się na karmienie swoim mlekiem mimo zaaranżowanej już adopcji.
19latka podjęła decyzję o adopcji jeszcze przed porodem. Zaszła w ciążę, kiedy miała 18 lat i dopiero za kilka miesięcy miała skończyć liceum, dostała stypendium na pobliskim uniwersytecie i miała zostać higienistką stomatologiczną. Mieszkała z ojcem i macochą, a realia nastoletniego macierzyństwa znała bardzo dobrze - jej siostra urodziła dziecko w wieku 14 lat. Była pewna, że brak jej życiowego doświadczenia, by wychować dziecko, więc zaczęła szukać dla niego odpowiedniej rodziny. W ośrodku adopcyjnym dowiedziała się, że rozmowy z potencjalnymi rodzicami adopcyjnymi można rozpocząć nie prędzej niż w 7. miesiącu ciąży, a te kilka miesięcy na podjęcie tak ważnej decyzji to dla Kaleeny było zbyt mało, więc kiedy dowiedziała się, że zaprzyjaźniona jej rodzinie kobieta (która zresztą kiedyś była jej nianią) wraz z partnerem chce adoptować dziecko - wybór był oczywisty. Zdecydowali się na otwarta adopcję, by biologiczna mama mogła aktywnie brać udział w życiu swojej córeczki. A na jednym ze spotkań edukacyjnych z położną, gdy Kaleena dowiedziała się, jak wiele korzyści dla układu odpornościowego i mózgu dziecka niesie pokarm mamy, od razu wiedziała, że musi karmić.
Rodzice adopcyjni kupili jej dobry laktator i zaoferowali, że pokryją koszty transportu pokarmu do stanu, w którym mieszkali. Dziewczyna chciała za wszelką cenę rozkręcić laktację i nawet, kiedy miała bolesne i popękane brodawki, intensywnie odciągała pokarm. Używała laktatora co 2 godziny przez całą dobę, każda sesja trwała ok. 20 minut, a Kaleena była w stanie odciągnąć nawet po 180 ml z każdej piersi. Cały pokarm pakowała, oznaczała naklejką "Świeże owoce morza - przechowywać w chłodnym miejscu" i wysyłała swojej córeczce. Teraz, po ponad dwóch miesiącach, Kaleena rezygnuje z odciągania pokarmu. Nie jest to dla niej łatwe, bo czuje, że dziewczynka i jej nowi rodzice przestaną jej potrzebować, jednak ci zapewniają, że Kaleena jest dla nich teraz rodziną i zawsze będzie mogła utrzymywać kontakt z córką.
Kaleena pragnie, by jej dziecko miało w życiu wszystko to, co najlepsze. Dlatego zdecydowała się na adopcję, na tę konkretną rodzinę, która da jej miłość, szczęśliwe dzieciństwo i zapewni dobre warunki materialne i edukację, a także na karmienie swoim cennym pokarmem. "Nie powiem, że jest łatwo, bo tak nie jest, ale robię to wszystko z miłości"-powiedziała w wywiadzie.
Źródło:
http://www.adn.com/article/20150131/stronger-love-anchorage-teenager-gives-breast-milk-baby-she-gave-adoption
http://www.today.com/parents/teen-mom-sends-breast-milk-baby-she-gave-adoption-2D80476490
http://www.dailymail.co.uk/news/article-2944001/I-didn-t-want-selfish-Teenage-mother-pumps-sends-breast-milk-baby-daughter-gave-adoption.html
19latka podjęła decyzję o adopcji jeszcze przed porodem. Zaszła w ciążę, kiedy miała 18 lat i dopiero za kilka miesięcy miała skończyć liceum, dostała stypendium na pobliskim uniwersytecie i miała zostać higienistką stomatologiczną. Mieszkała z ojcem i macochą, a realia nastoletniego macierzyństwa znała bardzo dobrze - jej siostra urodziła dziecko w wieku 14 lat. Była pewna, że brak jej życiowego doświadczenia, by wychować dziecko, więc zaczęła szukać dla niego odpowiedniej rodziny. W ośrodku adopcyjnym dowiedziała się, że rozmowy z potencjalnymi rodzicami adopcyjnymi można rozpocząć nie prędzej niż w 7. miesiącu ciąży, a te kilka miesięcy na podjęcie tak ważnej decyzji to dla Kaleeny było zbyt mało, więc kiedy dowiedziała się, że zaprzyjaźniona jej rodzinie kobieta (która zresztą kiedyś była jej nianią) wraz z partnerem chce adoptować dziecko - wybór był oczywisty. Zdecydowali się na otwarta adopcję, by biologiczna mama mogła aktywnie brać udział w życiu swojej córeczki. A na jednym ze spotkań edukacyjnych z położną, gdy Kaleena dowiedziała się, jak wiele korzyści dla układu odpornościowego i mózgu dziecka niesie pokarm mamy, od razu wiedziała, że musi karmić.
Rodzice adopcyjni kupili jej dobry laktator i zaoferowali, że pokryją koszty transportu pokarmu do stanu, w którym mieszkali. Dziewczyna chciała za wszelką cenę rozkręcić laktację i nawet, kiedy miała bolesne i popękane brodawki, intensywnie odciągała pokarm. Używała laktatora co 2 godziny przez całą dobę, każda sesja trwała ok. 20 minut, a Kaleena była w stanie odciągnąć nawet po 180 ml z każdej piersi. Cały pokarm pakowała, oznaczała naklejką "Świeże owoce morza - przechowywać w chłodnym miejscu" i wysyłała swojej córeczce. Teraz, po ponad dwóch miesiącach, Kaleena rezygnuje z odciągania pokarmu. Nie jest to dla niej łatwe, bo czuje, że dziewczynka i jej nowi rodzice przestaną jej potrzebować, jednak ci zapewniają, że Kaleena jest dla nich teraz rodziną i zawsze będzie mogła utrzymywać kontakt z córką.
Kaleena pragnie, by jej dziecko miało w życiu wszystko to, co najlepsze. Dlatego zdecydowała się na adopcję, na tę konkretną rodzinę, która da jej miłość, szczęśliwe dzieciństwo i zapewni dobre warunki materialne i edukację, a także na karmienie swoim cennym pokarmem. "Nie powiem, że jest łatwo, bo tak nie jest, ale robię to wszystko z miłości"-powiedziała w wywiadzie.
Źródło:
http://www.adn.com/article/20150131/stronger-love-anchorage-teenager-gives-breast-milk-baby-she-gave-adoption
http://www.today.com/parents/teen-mom-sends-breast-milk-baby-she-gave-adoption-2D80476490
http://www.dailymail.co.uk/news/article-2944001/I-didn-t-want-selfish-Teenage-mother-pumps-sends-breast-milk-baby-daughter-gave-adoption.html
Piękne piersi?
sobota, 7 lutego 2015
Przeżyłam najszczerszy szok. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. I za bardzo wierzyłam w ludzi.W tym tygodniu na facebooku Pełną Piersią zamieściłam zdjęcie autorstwa Jade Beall. Zostało usunięte, więc zamieściłam je ponownie z prośbą o udostępnianie. Zdjęcie przedstawia grupę kobiet karmiących piersią. Są w różnym wieku, mają różne rozmiary, są zróżnicowane jeśli chodzi o kolor skóry, włosów, urodę. Wszystkie są nagie i przytulają do siebie dzieci, które mają na sobie tylko pieluszki. Te kobiety to mamy. Prawdziwe, autentyczne, zwyczajne, codziennie, nieretuszowane matki. Mają wałeczki, cellulit, zmarszczki i rozstępy. Siedzą tam tak jak je Pan Bóg stworzył ze swoimi cudnymi dzieciaczkami i... są piękne.
Dla mnie są symbolem matczynego piękna. Nie wiążę macierzyństwa z nadprogramowi kilogramami, worami pod oczami, rozstępami i innymi urokliwościami losu; NIE, ale rzeczywistość taka jest. Czy nam się to podoba, czy nie to SĄ prawdziwe matki. To zdjęcie jest dla mnie piękne z wielu względów. Widzę wyraźnie jego przesłanie, starania tych kobiet, by doceniać to, co się ma. Możecie mówić co chcecie, ale macierzyństwo to nie wyrok, nie poświęcenie, niezależnie od tego,czy jest się matką czy nie, można być chudym, grubym, ładnym,brzydkim, młodym, starym, białym lub czarnym.
Jeśli waszą odpowiedzią jest "brzydkie, obrzydliwe, obleśne, zapuszczone" czy cokolwiek w tym stylu-trudno. Nie każdy musi to rozumieć, a ja się z nikim nie będę kłócić. Uszanujcie za to siebie nawzajem, bo nawet jeśli wyglądacie jak medialny wzór piękna - co z tego, jeśli traktujecie wszystkich wokół z pogardą?
Jade Beall jest autorką naturalnych nieretuszowanych fotografii matek, które zebrała w albumie "The Bodies of Mothers" (Ciała Matek). Jej zdjęcia są nie tylko piękne, ale i symboliczne.
"Dlaczego tak bardzo pasjonuje mnie realistyczna fotografia? Bo w tych realistycznych zdjęciach nie eliminujemy swoich odmienności, a celebrujemy je. Realistyczna fotografia to pochwała wszystkich naszych pięknych ciał i dusz, niezbędna, by nasze dzieci nie musiały cierpieć jak my.
Mamy możliwość zmienić to dla naszych pociech! Dajmy początek miłości do siebie samych i celebracji piękna naszego i innych!"
(wpis z profilu Jade Beall na facebooku)
Dla mnie są symbolem matczynego piękna. Nie wiążę macierzyństwa z nadprogramowi kilogramami, worami pod oczami, rozstępami i innymi urokliwościami losu; NIE, ale rzeczywistość taka jest. Czy nam się to podoba, czy nie to SĄ prawdziwe matki. To zdjęcie jest dla mnie piękne z wielu względów. Widzę wyraźnie jego przesłanie, starania tych kobiet, by doceniać to, co się ma. Możecie mówić co chcecie, ale macierzyństwo to nie wyrok, nie poświęcenie, niezależnie od tego,czy jest się matką czy nie, można być chudym, grubym, ładnym,brzydkim, młodym, starym, białym lub czarnym.
Jeśli waszą odpowiedzią jest "brzydkie, obrzydliwe, obleśne, zapuszczone" czy cokolwiek w tym stylu-trudno. Nie każdy musi to rozumieć, a ja się z nikim nie będę kłócić. Uszanujcie za to siebie nawzajem, bo nawet jeśli wyglądacie jak medialny wzór piękna - co z tego, jeśli traktujecie wszystkich wokół z pogardą?
Jade Beall jest autorką naturalnych nieretuszowanych fotografii matek, które zebrała w albumie "The Bodies of Mothers" (Ciała Matek). Jej zdjęcia są nie tylko piękne, ale i symboliczne.
"Dlaczego tak bardzo pasjonuje mnie realistyczna fotografia? Bo w tych realistycznych zdjęciach nie eliminujemy swoich odmienności, a celebrujemy je. Realistyczna fotografia to pochwała wszystkich naszych pięknych ciał i dusz, niezbędna, by nasze dzieci nie musiały cierpieć jak my.
Mamy możliwość zmienić to dla naszych pociech! Dajmy początek miłości do siebie samych i celebracji piękna naszego i innych!"
(wpis z profilu Jade Beall na facebooku)
Nie powiem Wam, jakie ciało jest piękne, ani jakie piersi są idealne. Nie znajdziecie tu odpowiedzi na takie pytania. Nie godzę się za to, by prawdziwe osoby, nieważne czy są piękne, czy nie, były obrażane bez żadnych granic i umiaru tylko za swój wygląd!
Jeśli piersi matki to dla Was wymiona, jeśli pokarm jest jak mocz, a jedzenie zakrawa o pedofilię - przykro mi. Dla mnie to zdjęcie jest piękne,bo piękna jest miłość, piękna jest bliskość i piękne jest macierzyństwo. Niezależnie od swojego kształtu.
Zapuszkowany świat
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Karmienie piersią to optymalny sposób żywienia niemowląt i małych dzieci.
To już utarty slogan. Utarty na tyle, że wdrukował się w nasze umysły, choć częściowo jest to "zasługą" puszki. To slogan dobrze nam wszystkim znany.I wywołujący dreszcze. Jest tak wytarty, ale dalej działa jak drapiący sweter, choćby był nie wiem jak wynoszony i tak drapie, uwiera i pozbawia nas wszelkiego komfortu. Ja też z tym sloganem czuję się jakbym założyła drapiący golf ze zbyt krótkimi rękawami. I wiem, że z nim jest coś nie tak...
Dlaczego?
Bo karmienie piersią nie powinno wymagać reklamy. Reklama nie jest mile widziana. Jest traktowana jak ingerencja w czyjeś indywidualne decyzje. Jak terror. Jak narzucanie, nagabywanie i inne takie.
Karmienie piersią jest naturalnym i normalnym żywieniem niemowląt i małych dzieci.
I to, że piękna telewizyjna reklama (o wiele lepsza niż reklama z ust położnej - "terrorystki") ustala inne normy, nie zmienia ani granic normalności, ani tego, że to, co sztuczne, nigdy nie będzie prawdziwe. Mimo tego, że mówią, że już 30 lat ślęczą w laboratoriach i próbują jak się da.
Czytałam dziś poradnik, który moje miasto wydało dla młodych rodziców. I jestem szczęśliwa i dumna z mojego miasta i żywię ogromną nadzieję, że będą pierwszym takim miastem i nie będą się bali wydać i poradnika o karmieniu piersią. I że nie będą się bali plakatów. Bo jest czego się bać, poczucie winy i złość matek to ogromna siła. Ale czytałam ten poradnik i bardzo mi się spodobał, tylko zastanowiło mnie dlaczego rozdział o wpływie karmienia na rozwój mowy jest taki a nie inny. Rozdział jest krótki, ma 3 strony, z czego pół o karmieniu piersią, a reszta o wyborze smoczka. Nie mogę mieć pretensji do autorki, bo w zasadzie to tekst bardzo potrzebny. Jakby tego nie napisała, to dalej karmiliby butelką, ale z byle jakim smoczkiem. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że choćbyśmy byli nie wiem jak za karmieniem naturalnym, to tak bardzo liczymy się z karmieniem sztucznym, jakby jego święty patron ciągle wisiał nam nad ramieniem i patrzył nam na ręce. Rzeczywistość wymogła na nas takie stanowisko, że już nie jesteśmy tym, co NORMALNE, ale tym, co LEPSZE. A za tą lepszość inni nas nienawidzą. Chociaż wcale (wbrew temu, co narzuca logika) nie sugeruje ona czyjejś gorszości.
Czasami w tej promocji karmienia naturalnego czuję się jak wyznaniowy domokrążca (mimo że nie pcham się ludziom z butami w ich życia nieproszona). Mówi się, że piersią jest lepiej, a dalej standardem dla wszystkich jest butelka. Ja rozumiem, że tu chodzi o pozytywny przekaz, bo taki jest lepszy niż straszenie wadą wymowy, cukrzycą, otyłością itd. Chociaż każde to zagrożenie jest faktem. Matki karmiące okrzyknięto sektą i terrorystami. I ja przyznaję, że wiem, o co chodzi. Miałam taki etap, że musiałam dokarmiać i wtedy wyraźniej niż teraz widziałam te kąśliwe komentarze, tendencyjne akapity. Wiem, że terror jest, i są też piersiowi sekciarze. Nie potrafią psychologicznie rozważyć swojej wypowiedzi i rzucają cytaty i oskarżenia. Albo i nawet myślą, że piszą neutralnie, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i każdy między wierszami może zrozumieć coś innego. I w ten sposób jednocześnie ta promocja jest zbyt nachalnym i radykalnym terroryzmem, a z drugiej strony nie zapewnia wystarczającej wiedzy i wsparcia i nigdzie nie trafia.
Jestem w takim niezręcznym położeniu: moja mama i teściowa są wyspecjalizowane medycznie, mój tata z żoną wychowuje 1,5 rocznego malucha, moi znajomi są na innym etapie życia niż ja.W ten sposób rodzina wie, ile powinnam karmić i jak, a ze znajomych zostało niewiele, bo w większości (niezależnie od płci) mają odmienne pojmowanie funkcjonalności kobiecych piersi. Ludzie mają swoje kredyty, rozstania, zepsute samochody, imprezy, awanse i kolokwia i nie mieści im się w głowach, że mleko z piersi może mieć jakieś realne znaczenie dla kogokolwiek.
To niezrozumienie, brak świadomości i pojmowanie karmienia naturalnego jako nic nie znaczącej błahostki - to naprawdę krzywdzące. Nie tyle dla matek, są dorosłe i jakoś to przeżyją, ale dla dzieci.
Wszyscy mi mówią, że jak będzie promocja karmienia naturalnego, to ubezwłasnowolni się kobiety i odbierze się im prawo świadomego wyboru. Tylko co to za świadomość z reklamy? Czytacie etykiety,kupujecie puchy z DHA, L-Bifidus, witaminami i to jest świadomość? Jeśli ktoś codziennie żywiłby się wyłącznie w McDonaldzie, ale czytałby "etykietki" to też powiedzielibyście, że jest świadomym konsumentem? Czy raczej, że nieświadomie naraża się na ryzyko dla zdrowia i życia? Nie potrafię zrozumieć, jak jednocześnie ludzie dbający o jakość nawet kocyków i ubranek, o skład witamin w kroplach i własną dietę i aktywność, zaniedbują najprostszy sposób do zdrowia.A to jest i zdrowe, i ekologiczne, i ekonomiczne. Jeśli na liście Waszych życiowych spraw pojawia się dziecko, to najważniejszą kwestią do rozważenia jest jego sposób żywienia. Bo niestety wcale nie jest to takie oczywiste.
To już utarty slogan. Utarty na tyle, że wdrukował się w nasze umysły, choć częściowo jest to "zasługą" puszki. To slogan dobrze nam wszystkim znany.I wywołujący dreszcze. Jest tak wytarty, ale dalej działa jak drapiący sweter, choćby był nie wiem jak wynoszony i tak drapie, uwiera i pozbawia nas wszelkiego komfortu. Ja też z tym sloganem czuję się jakbym założyła drapiący golf ze zbyt krótkimi rękawami. I wiem, że z nim jest coś nie tak...
Dlaczego?
Bo karmienie piersią nie powinno wymagać reklamy. Reklama nie jest mile widziana. Jest traktowana jak ingerencja w czyjeś indywidualne decyzje. Jak terror. Jak narzucanie, nagabywanie i inne takie.
Karmienie piersią jest naturalnym i normalnym żywieniem niemowląt i małych dzieci.
I to, że piękna telewizyjna reklama (o wiele lepsza niż reklama z ust położnej - "terrorystki") ustala inne normy, nie zmienia ani granic normalności, ani tego, że to, co sztuczne, nigdy nie będzie prawdziwe. Mimo tego, że mówią, że już 30 lat ślęczą w laboratoriach i próbują jak się da.
Czytałam dziś poradnik, który moje miasto wydało dla młodych rodziców. I jestem szczęśliwa i dumna z mojego miasta i żywię ogromną nadzieję, że będą pierwszym takim miastem i nie będą się bali wydać i poradnika o karmieniu piersią. I że nie będą się bali plakatów. Bo jest czego się bać, poczucie winy i złość matek to ogromna siła. Ale czytałam ten poradnik i bardzo mi się spodobał, tylko zastanowiło mnie dlaczego rozdział o wpływie karmienia na rozwój mowy jest taki a nie inny. Rozdział jest krótki, ma 3 strony, z czego pół o karmieniu piersią, a reszta o wyborze smoczka. Nie mogę mieć pretensji do autorki, bo w zasadzie to tekst bardzo potrzebny. Jakby tego nie napisała, to dalej karmiliby butelką, ale z byle jakim smoczkiem. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że choćbyśmy byli nie wiem jak za karmieniem naturalnym, to tak bardzo liczymy się z karmieniem sztucznym, jakby jego święty patron ciągle wisiał nam nad ramieniem i patrzył nam na ręce. Rzeczywistość wymogła na nas takie stanowisko, że już nie jesteśmy tym, co NORMALNE, ale tym, co LEPSZE. A za tą lepszość inni nas nienawidzą. Chociaż wcale (wbrew temu, co narzuca logika) nie sugeruje ona czyjejś gorszości.
Czasami w tej promocji karmienia naturalnego czuję się jak wyznaniowy domokrążca (mimo że nie pcham się ludziom z butami w ich życia nieproszona). Mówi się, że piersią jest lepiej, a dalej standardem dla wszystkich jest butelka. Ja rozumiem, że tu chodzi o pozytywny przekaz, bo taki jest lepszy niż straszenie wadą wymowy, cukrzycą, otyłością itd. Chociaż każde to zagrożenie jest faktem. Matki karmiące okrzyknięto sektą i terrorystami. I ja przyznaję, że wiem, o co chodzi. Miałam taki etap, że musiałam dokarmiać i wtedy wyraźniej niż teraz widziałam te kąśliwe komentarze, tendencyjne akapity. Wiem, że terror jest, i są też piersiowi sekciarze. Nie potrafią psychologicznie rozważyć swojej wypowiedzi i rzucają cytaty i oskarżenia. Albo i nawet myślą, że piszą neutralnie, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i każdy między wierszami może zrozumieć coś innego. I w ten sposób jednocześnie ta promocja jest zbyt nachalnym i radykalnym terroryzmem, a z drugiej strony nie zapewnia wystarczającej wiedzy i wsparcia i nigdzie nie trafia.
Jestem w takim niezręcznym położeniu: moja mama i teściowa są wyspecjalizowane medycznie, mój tata z żoną wychowuje 1,5 rocznego malucha, moi znajomi są na innym etapie życia niż ja.W ten sposób rodzina wie, ile powinnam karmić i jak, a ze znajomych zostało niewiele, bo w większości (niezależnie od płci) mają odmienne pojmowanie funkcjonalności kobiecych piersi. Ludzie mają swoje kredyty, rozstania, zepsute samochody, imprezy, awanse i kolokwia i nie mieści im się w głowach, że mleko z piersi może mieć jakieś realne znaczenie dla kogokolwiek.
To niezrozumienie, brak świadomości i pojmowanie karmienia naturalnego jako nic nie znaczącej błahostki - to naprawdę krzywdzące. Nie tyle dla matek, są dorosłe i jakoś to przeżyją, ale dla dzieci.
Wszyscy mi mówią, że jak będzie promocja karmienia naturalnego, to ubezwłasnowolni się kobiety i odbierze się im prawo świadomego wyboru. Tylko co to za świadomość z reklamy? Czytacie etykiety,kupujecie puchy z DHA, L-Bifidus, witaminami i to jest świadomość? Jeśli ktoś codziennie żywiłby się wyłącznie w McDonaldzie, ale czytałby "etykietki" to też powiedzielibyście, że jest świadomym konsumentem? Czy raczej, że nieświadomie naraża się na ryzyko dla zdrowia i życia? Nie potrafię zrozumieć, jak jednocześnie ludzie dbający o jakość nawet kocyków i ubranek, o skład witamin w kroplach i własną dietę i aktywność, zaniedbują najprostszy sposób do zdrowia.A to jest i zdrowe, i ekologiczne, i ekonomiczne. Jeśli na liście Waszych życiowych spraw pojawia się dziecko, to najważniejszą kwestią do rozważenia jest jego sposób żywienia. Bo niestety wcale nie jest to takie oczywiste.
Dla porównania - niepełna "etykietka"maminego mleka
Subskrybuj:
Posty (Atom)





